Kinga i Łukasz plener w Dolomitach

Kinga i Łukasz zrobili furorę na moim blogu. Ich zdjęcia ślubne obejrzały tysiące osób. Dlaczego? Bo mieli wyjątkowy ślub z dziesiątkami księży, dwoma biskupami i modlitwą aż 4000 pątników! Ceremonia rozpoczęła się skoro świt bo o 6:30 rano. To wszystko bardzo dziwne - ale staje się jasne gdy dodam, że miało miejsce na pielgrzymce z Tarnowa na Jasną Górę. Relację można zobaczyć tutaj. A miejsce na plener ślubny też wymyślili wspaniałe! Wpierw miały to być Rysy, ale stanęło na Dolomitach. Aha! Ich stroje nie są przypadkowe! Kinga i Łukasz pochodzą z Krościenka i Grywałdu czyli naszych gór, stąd na ślub i plener ubrali się tradycyjnie:

Nocowaliśmy w Cortina d’Ampezzo. Stamtąd jest idealny wręcz dojazd Le Cinque Torri, co prawda na ostatnim odcinku, super wąską dróżką o nachyleniu 18% ale na szczęście tak wcześnie rano nie musieliśmy się z nikim mijać. No i od razu petarda - piękna przejrzystość powietrza i wschód słońca. Uczta trwała chyba z godzinę, potem się zachmurzyło.

Chmury dodały uroku, pokazały inną odsłonę Dolomitów, dla mnie równie piękną:

Kinga z Łukaszem mają w sobie coś z kozic górskich bo dawali radę wskoczyć na każdy kamień i wydaje mi się, że mieli z tego niezłą radochę:

Jak już słońce całkiem schowało się za chmurami przejechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów na północ (drogami bo w linii prostej to nie było daleko) do sąsiedniej doliny nad przepiękne jezioro, po włosku Lago di Braies, tam niestety słońca też nie zastaliśmy, ale kolor wody i tak był ciekawy:

Postanowiliśmy kilka godzin spędzić na jeziorze, czekając na słońce, prognozy były obiecujące ale jak widać limit świata idealnego wykorzystaliśmy z rana. Co ciekawe, moja żona Ania od długiego czasu na komórce ma piękną tapetę łódki na jeziorze górskim… jakże byliśmy zaskoczeni jak zobaczyliśmy łódki - Kinga od razu skojarzyła, że fotka z tapety powstała właśnie tam!

Wieczorem po Mszy Świętej jeszcze wybraliśmy się nad rzekę i tu powstało trochę odrealnione zdjęcie, z płynącą rzeką w tle:

I tak w skrócie zakończył się pierwszy dzień wyprawy we Włoskie Dolomity. Od rana w piątek mieliśmy w planach wejść na Lago de Sorapis. To właśnie tam jakiś czas temu Kinga z Łukaszem zakochali się w Dolomitach i bardzo zależało im na zdjęciach z tego konkretnego jeziora. Poszliśmy ścieżką tak nudną, że w żadnym przewodniku nie opisaną ;) Charakterystyczny szczyt po lewej stronie to Palec Boga - dito di Dio:

i znów pogoda od rana idealna, Łukasz nawet próbował trudnej sztuki biegania po wodzie - widać powyżej (fotkę zrobiła Ania - moja żonka - jestem z niej dumny). A tuż obok Kinga używając chusty pofrunęła nad szczyty - i stąd fotka z góry (no mniej więcej;)… kolor wody jest po prostu niezwykły.

Jezioro było w połowie puste, co nie zmieniło faktu, że przechodząc wzdłuż wschodniego brzegu zaliczyliśmy ścieżkę dla kozic chyba. Taka ferrata bez ferraty ;) Za to było trochę potu i myśli w stylu “co ja robię tu uuu uuu???”, na szczęście całą czwórką przedostaliśmy się (niektórzy na kolanach) cali i zdrowi na drugą stronę jeziora:

Ludzie powoli zaczęli dochodzić ale to nie miało znaczenia, Lago de Sorapis jest jak z bajki! Na koniec jeszcze zdjęcie z moją żonką, która następnego dnia miała urodziny, grupowe i mój ulubiony kadr - czyli cały ja. A pod spodem Palec Boga z odbiciem w Lago de Sorapis z Kingą i Łukaszem:

Po zejściu do samochodu (szliśmy szlakiem 215 - ludzie zwykle wybierają piękniejszy 217) wróciliśmy na krótką drzemkę, pakowanko, Mszę Świętą, włoską pizzę - a jakżeby mogło jej braknąć i ruszyliśmy z powrotem na Śląsk.

Kilka uwag technicznych:

Trasa to około 900km (do Pszczyny), około 10 godzin nocnej jazdy. Winiety taniej kupić na pierwszej stacji w Czechach jest o około 50zł taniej! My kupiliśmy na ostatniej w Polsce i właśnie tyle przepłaciliśmy. Poza tym paliwo jest znacznie tańsze w Austrii niż Włoszech więc warto zatankować przed granicą. W sumie taki wypad na 3 doby (dokładnie 72 godziny) kosztował dla 4 dorosłych osób około 2000zł, fajnie jakby się dało jechać na kilka dni dłużej. Koszty wzrosły by nieznacznie, a radochy o ile więcej. Spaliśmy na campingu Cortina w Cortina d’Ampezzo.


Jeśli masz ochotę podzielić się wrażeniami to proszę o komentarz poniżej. Dzięki!
Kingo i Łukaszu - DZIĘKUJĘ WAM Z CAŁEGO SERCA ZA TEN CZAS!!!