Marysia i Vali - ślub Polsko-Rumuński

Możliwość poznania wpierw rodziców Marysi, potem jej samej i jej narzeczonego Valego była dla mnie niesamowitym przeżyciem. Ja po prostu nie mogłem się nacieszyć tym co widziałem w dniu ich ślubu. Ten ogrom miłości wyrażający się w uczuciach ale i szacunku, sposobie wyrażania, zaangażowaniu był po prostu niezwykły. Taką miłość się po prost wyczuwa i to nie tylko między nowożeńcami ale w całej rodzinie!

Każdej parze młodej życzę takich rodziców, a każdym młodym takich rodziców! Na taką relacje pracuje się całe życie, to nie efekt dnia ślubu. Widziałem to już nie raz, ze tam gdzie Pan Bóg jest na pierwszym miejscu tam wszystko jest na właściwym miejscu. A Miłość się wyraża pod wieloma postaciami. 

Co ciekawe nawet ksiądz prowadzący ceremonię był od pierwszego spotkania niezwykły. Jak poszedłem zapytać czy mogę zrobić zdjęcia to się zdziwił, ze pytam i uśmiechnął! SZOK! Tak powinno być zawsze. A poźniej na kazaniu prosto z serca poradził przytaczając miażdżące statystyki, żeby się modlili codziennie choćby małą chwilę ale razem i CODZIENNIE. Wtedy szansa na przetrwanie małżeństwa jest olbrzymia bo 1499/1500! Nie znam statystyk na które się powoływał, ale moim zdaniem to prawdopodobne. Co ciekawe Święta Matka Teresa z Kalkuty podobno małżonkom też polecała tylko jedną rzecz: WSPÓLNĄ CODZIENNĄ MODLITWĘ. 


Zapraszam na fragment reportażu z dnia ślubu Marysi i Valego (Gliwice i SPA Laskowo), a kto zna hasło zobaczy i może pobrać więcej zdjęć w strefie klienta: