Kasia i Piotrek
Witajcie
Już od kilku miesięcy nie mogłem doczekać się pierwszego reportażu ślubnego w 2009r. No i teraz mam przyjemność pokazać kilka klatek z tegoż własnie wydarzenia:
1. 
2.

3.
4.
5.
6.
7.
8.

Wiem, wiem – zastnawiacie się jak wygląda młody pan – Piotrek! Nic się nie martwcie, poznacie go dzięki zdjęciom plenerowym
Chór Dar
W niedzielę palmową w kościele w Suszcu odbył się koncert chóru Dar. Gdyby nie znajomi w nim śpiewający to na pewno aparatu bym z torby nie wyciągnął… Lepiej posłuchać niż dokumentować – szczególnie, że było czego! Ale jednak się zmobilizowałem i poniżej przedstawiam kilka klatek:

Pani dyrygent Joanna Glenc:
i “głosy”:

Więcej informacji o chórze Dar można znaleźć TUTAJ, a kilka dodatkowych zdjęć z koncertu (specjalnie dla chórzystów) wstawiam pod tym LINKIEM.
1 kwietniowy tulipan
Witajcie!
Z okazji oficjalnego rozpoczęcia wiosny pierwszym ciepłym, przyjemnym, słonecznym, radosnym i w dodatku pełnym żartów dniem (tak, tak – już dementuję pogłoski jakobym siedział na brzegu morza w Bułgarii – i przy okazji dziękuje wszystkim za wiarę) wklejam tulipanka. Panek ten tuli się do siebie samego:

Nocniaki – czyli po ciemku bez statywu
Całkiem niedawno, kiedy Pszczynę nawiedziły kilkudniowe opady śniegu, zachwycałem się pracami Henri Cartier-Bresson’a. Pozytywnie nakręcony postanowiłem wyjść na nocny spacer z aparatem i spróbować zrobić dokumentację okolicy (raczej poszukać harmonijnych kadrów) w klimacie bressonowskim. Na mieście powstały 2 zdjęcia:
1.
2.

W lesie za miastem też dwa:
3.

4.

Zachęcam do komentowania – może jest więcej osób, których zachwycają prace Bressona?
Czy warto było “warsztatować”?
Zacznę od tego, że na repoglamourowe warsztaty u Kaliny i Adama miałem zamiar zapisać się jak tylko się o nich dowiedziałem. Dlaczego? Ponieważ stawiam sobie za wzór ich zdjecia oraz to jak potrafią stworzyć kompletną, przejmującą, bajkowo lekką historię z dnia ślubu. Przede wszystkim bardzo byłem ciekaw jak Oni obrabiają zdjęcia, skąd te pastelowo-przyjemne kolory. Zresztą już raz Kalina “otworzyła mi oczy” pokazując obok siebie zdjęcie przed i po obróbce. Nie mogłem uwierzyć, ile mocy drzemie w postprocessingu (znalazłem te zdjęcia w wywiadzie z nią na forum fotografów ślubnych – link do wywiadu – na prawdę warto go przeczytać i obejrzeć przykładowe zdjęcia).
Jednak po dłuższym namyśle uznałem, że jednak już trochę czasu zajmuję się tematem i sporą część wiedzy, którą mają zamiar przekazać już posiadłem… a przepis na “miodne” kolory na zdjęciach odkryję jak zwykle metodą prób i błędów (i grzebania w literaturze). Pomyślałem: “Gdyby rok temu (czyli kiedy zaczynałem i rzeczywiście nic nie wiedziałem) organizowali takie warsztaty to wydałbym 1600zł bez wahania na warsztaty (o ile byłbym w stanie je zdobyć), ale teraz…”. Poza tym – ja “wielki Bartek” jestem samoukiem, “mega-mądralą” i sam dam radę rozkminić “temat”! Odpuściłem…
… i powoli zacząłem zapominiać o warsztatch, kupiłem kolejną (zdaje się, że czwartą) książkę traktującą o obróbce zdjeć, a tu nagle CUD – zadzwoniła Kalina i powiedziała, że zostało 1 wolne miejsce i jak chcę to mam się pakować i przyjeżdżać
(znamy się z Kaliną już jakiś czas, a że miałem zamiar się zapisać wiedziała bo napisałem o tym na forum ślubnym).
Na początku nie mogłem uwierzyć, o mało nie rozwaliłem głowy o sufit podskakując z radości i niebawem już biegłem łapać stopa do Warszawy (“stopując” złapałem wstępnie zlecenie na fotografowanie apartamentów w Bułgarii
) . Następne dwa dni były pełne emocji – poznałem Adama – mogłem przyglądać się jak pracują podczas zdjęć plenerowych Kalina z Adamem, a na koniec sam miód – zdradzali swe sekrety obróbkowe. Ehhh… rozdziewiałem oczy i gębę nie raz!
Patrze na warsztaty z perspektywy osoby, która chciała się zapisać, ale jednak tego nie zrobiła. Dowiedziałem się na nich tak dużo, że zdecydowanie nie żałowałBYM (tak, tak – jestem farciarzem) wydanych na nie pieniędzy. Okazało się, że jednak wiem mniej niż mi się wydawało. Dla mnie kluczową sprawą było poznanie technik obróbki – teraz pozostała kwestia zaadaptowania uzyskanej wiedzy do własnych potrzeb. Poza tym dowiedziałem się o wielu innych sprawach i jestem bardzo zadowolony, że mogłem w warsztatach uczestniczyć. Czuję, że będą procentowały!
Podsumowując: WARTO BYŁO!
Jestem przekonany, że osoby zaczynające zabawę w fotografa ślubnego dzięki takim warsztatom nadrabiają 1-2 sezony ciężkiej pracy (o ile są w stanie wchłonąć i przetrawić poruszone tematy). Dla takich osób warsztaty te są niemal trampoliną w świat fotografii ślubnej. Natomiast dla zajmujących się tematem, świadomych swych słabszych punktów fotografów też mogą okazać się dużą pomocą – tacy ludzie wiedzą o co zapytać
Backstage warsztatów repoglamour
W poprzednim poście pokazałem efekty końcowe sesji zdjęciowej w moim wydaniu. Przy okazji zrobiłem tez kilka zdjęć pokazujących szerszy kontekst pleneru:
1. miejscami zagęszczenie lustrzanek przekraczało 5 szt. na m kw:

2. Sonii to zupełnie nie przeszkadzało – czego życzę wszystkim młodym paniom

3. a to już sama końcówka – żeby ktoś nie pomyśłał, że pozowanie to takie “lajtowe” zajęcie

A na koniec jeszcze fotki trzech muszkieterów prowadzących warszataty:
4. Ania Kalina Ciesielska – zajmowała się głównie tłumaczeniem gdzie, jak, kiedy, dlaczego i po co, a w wolnych chwilach bawiła się w super bohaterkę (tu wylot na obiektywie z metra):
5. Adam Trzcionka – zdjęcie wystarczy za wszelkie komentarze – jak nie tłumaczył to uśmiechał sie do aparatu i pstrykał

6. Mariusz Spruch – dyrektor techniczny przedsięwzięcia. Głównie zajmował się rozbawianiem gawiedzi, w przerwach doświetlał kadry spec-lampką. Też chciałby być super bohaterem – na razie udało mu się wystraszyć pociąg metra – ale on sam z miejsca nie drgnął (zawsze coś).

Warsztaty repoglamour
17 i 18 marca miałem przyjemność uczestniczyć w warszatach fotograficznych repoglamour u Kaliny i Adama. Pierwszego dnia po zajęciach teoretycznych zorganizowane zostały zdjęcia w plenerze z Sonią i Pawłem – z prawdziwą młodą parą (co prawda już miesiąc po ślubie ale jeszcze mieli ochote na przytulanie). Pare fotek z tegoż pleneru:
1. zaczęło się spokojnie…

2. … i czule

3. ale Sonia nie dała długo się rokręcać
4.
5.
7.
8.

9.
10.

Jak widać na zdjęciach pogoda dopisała nam równie dobrze jak para
Pierwszy post
Pierwszy testowy post – z pierwszym zdjęciem z Pszczyny

Zdjęcie pięknego budynku, w którym mieściła się administracja dóbr książęcych, a później szpital.