Czy warto było „warsztatować”?
Zacznę od tego, że na repoglamourowe warsztaty u Kaliny i Adama miałem zamiar zapisać się jak tylko się o nich dowiedziałem. Dlaczego? Ponieważ stawiam sobie za wzór ich zdjecia oraz to jak potrafią stworzyć kompletną, przejmującą, bajkowo lekką historię z dnia ślubu. Przede wszystkim bardzo byłem ciekaw jak Oni obrabiają zdjęcia, skąd te pastelowo-przyjemne kolory. Zresztą już raz Kalina „otworzyła mi oczy” pokazując obok siebie zdjęcie przed i po obróbce. Nie mogłem uwierzyć, ile mocy drzemie w postprocessingu (znalazłem te zdjęcia w wywiadzie z nią na forum fotografów ślubnych – link do wywiadu – na prawdę warto go przeczytać i obejrzeć przykładowe zdjęcia).
Jednak po dłuższym namyśle uznałem, że jednak już trochę czasu zajmuję się tematem i sporą część wiedzy, którą mają zamiar przekazać już posiadłem… a przepis na „miodne” kolory na zdjęciach odkryję jak zwykle metodą prób i błędów (i grzebania w literaturze). Pomyślałem: „Gdyby rok temu (czyli kiedy zaczynałem i rzeczywiście nic nie wiedziałem) organizowali takie warsztaty to wydałbym 1600zł bez wahania na warsztaty (o ile byłbym w stanie je zdobyć), ale teraz…”. Poza tym – ja „wielki Bartek” jestem samoukiem, „mega-mądralą” i sam dam radę rozkminić „temat”! Odpuściłem…
… i powoli zacząłem zapominiać o warsztatch, kupiłem kolejną (zdaje się, że czwartą) książkę traktującą o obróbce zdjeć, a tu nagle CUD – zadzwoniła Kalina i powiedziała, że zostało 1 wolne miejsce i jak chcę to mam się pakować i przyjeżdżać
(znamy się z Kaliną już jakiś czas, a że miałem zamiar się zapisać wiedziała bo napisałem o tym na forum ślubnym).
Na początku nie mogłem uwierzyć, o mało nie rozwaliłem głowy o sufit podskakując z radości i niebawem już biegłem łapać stopa do Warszawy („stopując” złapałem wstępnie zlecenie na fotografowanie apartamentów w Bułgarii
) . Następne dwa dni były pełne emocji – poznałem Adama – mogłem przyglądać się jak pracują podczas zdjęć plenerowych Kalina z Adamem, a na koniec sam miód – zdradzali swe sekrety obróbkowe. Ehhh… rozdziewiałem oczy i gębę nie raz!
Patrze na warsztaty z perspektywy osoby, która chciała się zapisać, ale jednak tego nie zrobiła. Dowiedziałem się na nich tak dużo, że zdecydowanie nie żałowałBYM (tak, tak – jestem farciarzem) wydanych na nie pieniędzy. Okazało się, że jednak wiem mniej niż mi się wydawało. Dla mnie kluczową sprawą było poznanie technik obróbki – teraz pozostała kwestia zaadaptowania uzyskanej wiedzy do własnych potrzeb. Poza tym dowiedziałem się o wielu innych sprawach i jestem bardzo zadowolony, że mogłem w warsztatach uczestniczyć. Czuję, że będą procentowały!
Podsumowując: WARTO BYŁO!
Jestem przekonany, że osoby zaczynające zabawę w fotografa ślubnego dzięki takim warsztatom nadrabiają 1-2 sezony ciężkiej pracy (o ile są w stanie wchłonąć i przetrawić poruszone tematy). Dla takich osób warsztaty te są niemal trampoliną w świat fotografii ślubnej. Natomiast dla zajmujących się tematem, świadomych swych słabszych punktów fotografów też mogą okazać się dużą pomocą – tacy ludzie wiedzą o co zapytać